Zbliża się koniec wakacji a zarazem początek roku szkolnego. Ostatniego, wyjątkowo pracowitego.
Nie wykonałam swego "wakacyjnego planu". Mówi się trudno. Odpocząć też kiedyś trzeba, starsi koledzy mówią, że jeśli będzie się systematycznie pracować to w czasie roku szkolnego spokojnie można nadrobić zaległości i porządnie przygotować się do matury. Wierzę im. Mam nadzieję, że wystarczy mi siły a przede wszystkim motywacji, bo są momenty, że zastanawiam się czy ten trud jest tego wart. Czy na pewno pchać się na tą rozszerzoną maturę z biologii i próbować dostać się na studia. Nie wiem czy nie byłoby lepiej iść do policealnej na dwa lata na technika farmacji. Chyba sama już nie wiem czego chcę, o co chcę walczyć.
Z drugiej strony, nie chcę stracić tego czasu, tej szansy i mieć do siebie po latach żal, że nie spróbowałam. Podobno w życiu łatwiej przełknąć żal związany z porażką niż z niewykorzystaną szansą. Spróbuję. Jeśli się nie uda, trudno. Świat się nie zawali, nie ja pierwsza i nie ostatnia. Szkoła policealna będzie moim wyjściem awaryjnym a nie celem. A po maturach? Krótki oddech i egzamin zawodowy.
Na forum biologa ktoś dał link to ciekawych filmów.
Naprawdę polecam.
Anatomia dla początkujących
Lekarz przeprowadza sekcję zwłok. Dzięki temu programowi możemy dowiedzieć się jak funkcjonuje ludzki organizm.
Ps. Odradzam film wrażliwym i jedzenie w trakcie. Ale zawsze można wyłączyć ;)
ale na wyjściowej marynarce świata..."
środa, 29 sierpnia 2012
sobota, 25 sierpnia 2012
Cykle
Czasem sobie trzeba pewne rzeczy przemyśleć i pokierować się rozsądkiem a nie sercem i uczuciami. Dotyczy to również znajomości, zwłaszcza tych "toksycznych" dla nas. Ja potrafię wiele zrozumieć i wiele znieść, ale jeśli ktoś po raz kolejny przekracza granice, których nie powinien przekraczać to coś jest nie tak jak powinno być. Zwłaszcza, jeśli robi to rzekomy przyjaciel. Nie mam zamiaru wysłuchiwać po raz kolejny przeprosin za te same rzeczy, wiedząc, że sytuacja się powtórzy. Tworzy się swego rodzaju cykl. Wiadome jest, co będzie następnym etapem tylko nie wiadomo jaki odstęp czasu będzie. I pomimo tego, że tyle razy sobie obiecywałam, że to ostatni raz, że już więcej nie, to za każdym razem ulegałam, coś mnie ciągnęło. Wiedziałam, że będę cierpieć, że prędzej czy później sprawy potoczą się jak zazwyczaj. Rozmowa, nawiązanie do poprzedniej kłótni, przeprosiny, wyznania, że to prawdziwa przyjaźń, wymienianie zalet, zachwalanie, rozmowa i nagle... coś się dzieje i lecą wyzwiska, różne groźby, że to już koniec, że ostatni raz się widzimy, że nie chcemy się znać. Po czym następują ciche dni aż któreś nie wymięknie i się nie odezwie. A później cały cykl od nowa...
Ale nie tym razem. Pewne rzeczy w końcu udało mi się zrozumieć, pogodzić się z nimi. I pomimo tego, że tracę osobę, która mnie rozumiała, potrafiła mnie rozgryźć to myślę, że z perspektywy czasu stwierdzę, że to była dobra decyzja. Nie można pozwalać ciągle się tak krzywdzić i za razem ranić drugą osobę. Za bardzo boli, zbyt wiele kosztuje. Niejednokrotnie po rozmowie czułam się wyczerpana psychicznie, bezradna, bezsilna. Nie byłam i nie jestem w stanie pomóc. Aby pomoc była skuteczna to trzeba jeszcze chcieć tej pomocy. Jak miałam odbierać prośby o pomoc, jeśli za każdym razem gdy znalazłam jakieś rozwiązanie (chociażby tymczasowe) zostało one odtrącane bez konkretnego powodu. Argumentowanie jak dziecko: "nie, bo nie" ot, dla zasady. Jak mam pomóc jeśli nie widzę chęci poprawy? Poza tym... zbyt wiele było rzeczy, które mi się nie podobały, nie potrafiłam ich zaakceptować, żyć z tą świadomością, że ktoś niszczy sobie życie po części na własne życzenie, a na pewno bardzo losowi w tym pomaga i jeszcze ma pretensje o to, że zwraca się na to uwagę.
Ile razy można popełniać te same błędy zarówno z jednej jak i z drugiej strony? Ja wiem, że przyjaciel powinien wiele wytrzymać i wytrzyma, ale każdy ma swoje granice. A jeśli zostają one przekroczone po raz kolejny... Ile można wysłuchać przykrych słów, wyzwisk? Ile można się bać? Jak długo można żyć w strachu czy podczas kolejnego ataku złości nie posunie się za daleko?
Ciężko zrezygnować ze znajomości z osobą, z którą łączy nas jakaś dziwna więź ale jeśli widzimy, że ta znajomość nie wpływa na nas dobrze a wręcz wpływa destrukcyjnie to należy coś z tym zrobić. Najlepiej całkowicie odciąć się od tej osoby, nie utrzymywać żadnego kontaktu, bo znów ta więź może być bardzo silna, a wtedy damy się wciągnąć w kolejny taki cykl. Nie jest to łatwe i przyjemne, ale trzeba wziąć pod uwagę co w przyszłości przyniesie więcej plusów.
Ale nie tym razem. Pewne rzeczy w końcu udało mi się zrozumieć, pogodzić się z nimi. I pomimo tego, że tracę osobę, która mnie rozumiała, potrafiła mnie rozgryźć to myślę, że z perspektywy czasu stwierdzę, że to była dobra decyzja. Nie można pozwalać ciągle się tak krzywdzić i za razem ranić drugą osobę. Za bardzo boli, zbyt wiele kosztuje. Niejednokrotnie po rozmowie czułam się wyczerpana psychicznie, bezradna, bezsilna. Nie byłam i nie jestem w stanie pomóc. Aby pomoc była skuteczna to trzeba jeszcze chcieć tej pomocy. Jak miałam odbierać prośby o pomoc, jeśli za każdym razem gdy znalazłam jakieś rozwiązanie (chociażby tymczasowe) zostało one odtrącane bez konkretnego powodu. Argumentowanie jak dziecko: "nie, bo nie" ot, dla zasady. Jak mam pomóc jeśli nie widzę chęci poprawy? Poza tym... zbyt wiele było rzeczy, które mi się nie podobały, nie potrafiłam ich zaakceptować, żyć z tą świadomością, że ktoś niszczy sobie życie po części na własne życzenie, a na pewno bardzo losowi w tym pomaga i jeszcze ma pretensje o to, że zwraca się na to uwagę.
Ile razy można popełniać te same błędy zarówno z jednej jak i z drugiej strony? Ja wiem, że przyjaciel powinien wiele wytrzymać i wytrzyma, ale każdy ma swoje granice. A jeśli zostają one przekroczone po raz kolejny... Ile można wysłuchać przykrych słów, wyzwisk? Ile można się bać? Jak długo można żyć w strachu czy podczas kolejnego ataku złości nie posunie się za daleko?
Ciężko zrezygnować ze znajomości z osobą, z którą łączy nas jakaś dziwna więź ale jeśli widzimy, że ta znajomość nie wpływa na nas dobrze a wręcz wpływa destrukcyjnie to należy coś z tym zrobić. Najlepiej całkowicie odciąć się od tej osoby, nie utrzymywać żadnego kontaktu, bo znów ta więź może być bardzo silna, a wtedy damy się wciągnąć w kolejny taki cykl. Nie jest to łatwe i przyjemne, ale trzeba wziąć pod uwagę co w przyszłości przyniesie więcej plusów.
czwartek, 23 sierpnia 2012
Jeszcze wierzę...
Jeszcze wierzę, że będę żyć wiecznie
Jeszcze wierzę, że będę żyć tak
Żeby w duszy pozostać dzieckiem
Nie zmarnować żadnego dnia
Jeszcze wierzę, że zostanę sobą
Taką sobą, jak jestem dziś
Że nie zmienię sie nagle w kogoś
Kim nigdy nie chciałabym być
Jeszcze wierzę, że będę cię kochać
Po happy endzie nie skończy się film
I dojdę z tobą aż do niekońca
Do niekońca zwyczajnych dni
Jeszcze wierzę, że jednak zostanę
Bo fundament postawił się sam
Tu mam drogi już raz wydeptane
Tu mam wszystko, nie mam nic tam
Jeszcze wierzę, że świat się nie zmieni
Szybciej niż będę zmieniać się ja
W ślepym pędzie do nadprzestrzeni
Nie chcę zostać elementem tła
Nie zostanę elementem tła, nie
Idę spokojnie do słońca
A za mną zostaje tylko cień
Zobaczę, że świat nie ma końca, nie
Światło wyznacza mi drogę
Lecz świat jest dziwniejszy z dnia na dzień
Idę, choć kroki plączą się
Idę spokojnie do słońca
A za mną zostaje tylko cień
Zobaczę, że świat nie ma końca, nie
Jeszcze wierzę, że mogę być inna
Łamać światopoglądowy wyż
Racja tłumu zawsze jest płynna
W inną stronę niż inni chcę iść
Jeszcze wierzę, że dobrze wybieram
Że otwieram szeroko swe drzwi
Dla ludzi, z którymi nic nie uwiera
Którzy mają podobny film
piątek, 10 sierpnia 2012
Mała aleja róż...
Dżem
Mam, no mam już tego dość
Po, co no po co mi to wszystko
Hotele, szpan, rywale a potem strach
Że runie, no runie to wszystko
I znowu zostanę sam
Nie wiem kogo słuchać, tylu doradców wokół siebie mam
Niektórzy mówią, że mnie kochają, lecz tak
Lecz tak naprawdę kochają szmal
Któregoś dnia rzucę to wszystko
I wyjdę rano niby po chleb
Wtedy na pewno poczuję się lepiej
Zostawię za sobą ten zafajdany świat
Napełnię olejem pustą głowę
I wrócę tam, na aleję pełną róż
Czasem płaczę, bo chce mi się płakać
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło
Czasem płaczę, bo chce mi się płakać
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło
Mam, no mam już tego dość
Po, co no po co mi to wszystko
Hotele, szpan, rywale a potem strach
Że runie, no runie to wszystko
I znowu zostanę sam
Nie wiem kogo słuchać, tylu doradców wokół siebie mam
Niektórzy mówią, że mnie kochają, lecz tak
Lecz tak naprawdę kochają szmal
Któregoś dnia rzucę to wszystko
I wyjdę rano niby po chleb
Wtedy na pewno poczuję się lepiej
Zostawię za sobą ten zafajdany świat
Napełnię olejem pustą głowę
I wrócę tam, na aleję pełną róż
Czasem płaczę, bo chce mi się płakać
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło
Czasem płaczę, bo chce mi się płakać
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło
wtorek, 7 sierpnia 2012
Naiwność
Na drugie mam naiwność...
Ileż jeszcze można wierzyć, że będzie dobrze, że tym razem się uda?
Jak długo można mieć nadzieję? Jak bardzo trzeba być naiwnym żeby pomimo tylu złamanych obietnic, tylu porażek i niepowodzeń nadal wierzyć, nadal ufać, że tym razem NA PEWNO się uda? Po każdym takim niepowodzeniu obiecuję sobie, że to ostatni raz, że ostatni raz zaufałam, uwierzyłam, pomogłam. A potem gdy pojawia się kolejna iskierka nadziei znowu daję się w to wciągnąć i znów przeżywam niepowodzenie, ocieram gorzkie łzy i znoszę te tryumfujące spojrzenia mówiące "a nie mówiłam? i było Ci to znowu potrzebne?" I pewnie znowu po wszystkim się pozbieram, słabsza lub silniejsza, ale wstanę z kolan.
Do tego ten sen...
Przygotowania leżą... FUCK!
Ileż jeszcze można wierzyć, że będzie dobrze, że tym razem się uda?
Jak długo można mieć nadzieję? Jak bardzo trzeba być naiwnym żeby pomimo tylu złamanych obietnic, tylu porażek i niepowodzeń nadal wierzyć, nadal ufać, że tym razem NA PEWNO się uda? Po każdym takim niepowodzeniu obiecuję sobie, że to ostatni raz, że ostatni raz zaufałam, uwierzyłam, pomogłam. A potem gdy pojawia się kolejna iskierka nadziei znowu daję się w to wciągnąć i znów przeżywam niepowodzenie, ocieram gorzkie łzy i znoszę te tryumfujące spojrzenia mówiące "a nie mówiłam? i było Ci to znowu potrzebne?" I pewnie znowu po wszystkim się pozbieram, słabsza lub silniejsza, ale wstanę z kolan.
Do tego ten sen...
Przygotowania leżą... FUCK!
środa, 1 sierpnia 2012
Gdzie oni są?
Poza tym mam strasznego lenia, fazę na nicnierobienie i częściowo olewam również te rzeczy ważne, a może nawet najważniejsze. Źle mi z tym.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)