Termin zerowy z matematyki jest równo za tydzień, a konkretniej dzień przed pierwszym terminem. Tak, mogłabym na niego iść. Nie, nie chce. Dlaczego? Mówi się, że termin zerowy jest łatwiejszy, ale jakoś mnie to nie przekonuje. Po pierwsze jest to egzamin ustny. Nie twierdzę, że konwersacja z panem profesorem nie jest ciekawa, aczkolwiek nie czuję się na nią gotowa. Po drugie, nie jest to termin zerowy bez konsekwencji, tzn. jeśli nerwy mnie zjedzą i nie zaliczę to będzie to równoznaczne z wpisem do indeksu. Po trzecie, tak jak już pisałam, jest to na dzień przed pierwszy terminem. To tylko dzień, a jednak tak dużo. Trochę żałuję, że egzamin z chemii jest w poniedziałek a nie we wtorek. (swoją drogą jeszcze dzień przed sesją mam kolokwium ;) )
Sesjo, nadchodzę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz