Dzisiaj ostatni dzień praktyk.
Miesiąc w laboratorium na kopalni spędzony, nie było źle. Dobrze mi się tam pracowało, ludzie sympatyczni, praca nie męczyła aż tak bardzo. Praktyki zakończone oceną celującą ;)
Od poniedziałku znowu do szkoły, napisać masę sprawdzianów, kartkówek itd.
A dziś?
Spektrofotometrio, nadchodzę!
EDIT:
Analityczna znowu mnie pokonała, a przynajmniej teoria... Jedyna nadzieja w zadaniach...
ale na wyjściowej marynarce świata..."
czwartek, 31 maja 2012
wtorek, 29 maja 2012
Jestem tylko człowiekiem
Czasem wszystko mnie przytłacza, za dużo się wokół dzieje, za dużo myśli chodzi po głowie...
Mimo, że wiem, że niektórych rzeczy zmienić nie mogę, nie jestem w stanie, to nie potrafię się z tym pogodzić. Jest to moja osobista porażka. Ile razy już słyszałam "Nie zbawisz całego świata, musisz się z tym pogodzić."
Tylko oni nie potrafię zrozumieć, że ja nie potrafię się z tym pogodzić. Zbyt ważne to jest dla mnie.
Jak słyszę "Nie martw się, wszystko będzie dobrze, poukłada się" mam ochotę rozszarpać. Już teraz wiem, jakie to jest irytujące... Już wiem, że jeśli nie można pomóc, doradzić, wystarczy po prostu być. Pozwolić drugiej osobie na to, aby wypłakała się na naszym ramieniu, wykrzyczała wszystko, przytulić.
Nie jest źle, wczoraj motywacja i chęci były, dzisiaj chyba też są ;)
Wiedziałam, że materiału do opanowania mam dużo, ale chyba dopiero wczoraj dotarło to do mnie (fakt, jeszcze nie do końca, ale zawsze coś ;) )
Jedyne co mnie teraz irytuje i martwi to fakt, że nie potrafię się już uczyć jak kiedyś. Wczoraj czytałam o komórce. Struktura, podziały. Wydaje mi się, że wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale wiem też, że pewnie za tydzień, dwa, połowy z tego nie będę pamiętać. Przykre to jest, bo szkoda tego czasu, który nad tym spędziłam. Może to przez nerwy i stres, a może przez to, że nie do końca potrafię się skupić?
Macie jakiś pomysł co z tym zrobić?
Mimo, że wiem, że niektórych rzeczy zmienić nie mogę, nie jestem w stanie, to nie potrafię się z tym pogodzić. Jest to moja osobista porażka. Ile razy już słyszałam "Nie zbawisz całego świata, musisz się z tym pogodzić."
Tylko oni nie potrafię zrozumieć, że ja nie potrafię się z tym pogodzić. Zbyt ważne to jest dla mnie.
Jak słyszę "Nie martw się, wszystko będzie dobrze, poukłada się" mam ochotę rozszarpać. Już teraz wiem, jakie to jest irytujące... Już wiem, że jeśli nie można pomóc, doradzić, wystarczy po prostu być. Pozwolić drugiej osobie na to, aby wypłakała się na naszym ramieniu, wykrzyczała wszystko, przytulić.
Nie jest źle, wczoraj motywacja i chęci były, dzisiaj chyba też są ;)
Wiedziałam, że materiału do opanowania mam dużo, ale chyba dopiero wczoraj dotarło to do mnie (fakt, jeszcze nie do końca, ale zawsze coś ;) )
Jedyne co mnie teraz irytuje i martwi to fakt, że nie potrafię się już uczyć jak kiedyś. Wczoraj czytałam o komórce. Struktura, podziały. Wydaje mi się, że wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale wiem też, że pewnie za tydzień, dwa, połowy z tego nie będę pamiętać. Przykre to jest, bo szkoda tego czasu, który nad tym spędziłam. Może to przez nerwy i stres, a może przez to, że nie do końca potrafię się skupić?
Macie jakiś pomysł co z tym zrobić?
poniedziałek, 28 maja 2012
Dobre złego początki...
Za rok matura.
Komuś tutaj marzą się studia na kierunku lekarskim bądź na
farmacji…
Jak się nie pozbiera to studia pozostaną nadal w sferze
marzeń.
Szczególnie trzeba się wziąć za biologię, bo ta leży i
kwiczy ;) z chemią nie powinno być większego problemu (w końcu jestem w
technikum na kierunku chemicznym).
III klasa…
Obecnie mam praktyki, w laboratorium na kopalni. Jeszcze
tydzień…
Z jednej strony się cieszę, że już kończę, bo na wagę
analityczną już nawet nie mogę spojrzeć.
„Odważ gram węgla i do pieca”… Jednak dobija mnie myśl, że
po powrocie do szkoły zostaną w zasadzie 2 tygodnie na całą masę sprawdzianów,
kartkówek i popraw…
Ruszam z biologią… W planach wakacyjnych mam przerobienie I
klasy, czyli botaniki i zoologii (same przyjemności, które mnie ominęły z racji
tego, że przerabiałam materiał w zakresie podstawowym). Z chemii dobrze byłoby
zrobić organikę.
Ktoś mi powie, że wakacje i klasa maturalna to za mało na
przygotowanie się do matury na poziomie rozszerzonym z biologii i chemii, i być
może ma rację, ale nie jednemu się już udało. Dlaczego nie spróbować? Uważam,
że wystarczy trochę silnej woli, odpowiednia motywacja i spokojnie można się
przygotować i przyzwoicie napisać.
Przygotowania czas zacząć…
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)