"... aż przypadkiem dowiedziałem się, że owszem - jestem pyłkiem
ale na wyjściowej marynarce świata..."

środa, 20 czerwca 2012

Czyjaś twarz, zapomniana twarz...

W naszym życiu pojawiają się ludzie i znikają. Odgrywają mniejszą lub większą rolę, świadomie lub nieświadomie wywierają jakiś wpływ na nasze życie...
'Raz na jakiś czas w naszym życiu pojawiają się ludzie, po których sprzątamy latami.'
To prawda... Sprzątamy, zbieramy się, wspominamy. Ludzie przychodzą i odchodzą...
Ile osób przewinęło się przez Twoje życie? Ile twarzy, imion, adresów już nie pamiętasz? Czy pamiętasz kiedy pierwszy raz się spotkaliście i kiedy rozeszły się wasze drogi? Czy jeszcze potraficie przystanąć na ulicy i porozmawiać ze sobą, albo chociaż rzucić szybie "cześć", czy mijacie się obojętnie jak obcy sobie ludzie? Z iloma osobami straciłeś kontakt i czasem o nich wspomnisz, zatęsknisz?
Jak myślisz, ile razy obiecywałeś po jakimś obozie "jasne, spotkamy się, kontakt się nie urwie..."? A potem co? Próbowaliście się umówić, ale tak jakoś wyszło, że wiecznie komuś termin nie pasował, potem kończyły się wakacje więc jeszcze mniej czasu... I uwierz mi, nie jest tak źle, jeśli jesteście znajomymi na nk, facebook'u, macie swój numer gg czy telefonu i czasem bezinteresownie napiszecie do siebie.
Skąd wiesz, że po latach nie spotkacie się przez przypadek i nie zaczniecie ze sobą rozmawiać?
Jaką masz pewność, że osoba, z którą nie rozmawiałeś od lat nie zna Cię lepiej od tej, z którą rozmawiasz codziennie i to nie tylko o tym, jaka jest pogoda...
Niektóre znajomości bywają bardzo burzliwe, intensywne. Chyba najgorsze jest to rozdarcie gdy nie wiesz, czy dziękować i cieszyć się z tego powodu, że poznałeś daną osobę, że kontakt się odnowił, czy przeklinać ten dzień latami. Gdy nie wiesz czy masz ochotę tę osobę przytulić czy zbesztać. Relacje międzyludzkie wcale nie są takie łatwe.
Ile takich osób masz w swoim życiu, że chciałbyś aby zniknęły, a razem z nimi wszystkie wspomnienia, a jednocześnie chciałbyś aby te osoby były przy Tobie?
Jest różnica gdy kontakt zostaje zerwany przez którąś z osób lub po prostu bez jakiegokolwiek powodu się  urywa, a między tym, gdy dana osoba po prostu znika z naszego życia. W tym pierwszym przypadku masz jeszcze świadomość, że możesz napisać, wpaść, bo prawdopodobnie wasze drogi rozeszły się w kłótni lub z innego powodu. W drugim przypadku nie ma już tej możliwości. Będzie się tęskniło, po pewnym czasie pewnie przestanie się zauważać brak tej osoby w naszym życiu, czasem się o niej pomyśli. Życie zacznie się układać, pojawią się nowi znajomi.
A co jeśli ta osoba po pewnym czasie się odezwie? Być może po latach... Czy wpuścisz ją znów do swojego życia? Czy powinieneś?

"Spotkasz ludzi których tak bardzo kochałeś,
choć lata nie widziałeś, nadal kochać nie przestałeś.
(...)
Jestem tego pewny,
w głębi duszy o tym wiem,
że gdzieś na szczycie góry,
wszyscy razem spotkamy się.
Mimo świata który,
kocha i rani nas dzień w dzień,
gdzieś na szczycie gór
wszyscy razem spotkamy się."

Może znów będziesz dziękować lub przeklinać, że ktoś wrócił do Twojego życia. Być może zadecydują o tym dwie sekundy...



Gdzie ta karetka?!

Czas akcji: wczesny, niedzielny wieczór
Miejsce akcji: przystanek autobusowy

Wysiadam z autobusu, razem ze mną kilka osób, kila osób stoi na przystanku... 
Na ziemi, obok rozkładu jazdy leży mężczyzna, ok. 60, z większością swojego dobytku obok siebie.
Początkowo przechodzę obok, myśląc "pijany, za chwilę wstanie, nie on pierwszy nie ostatni.". Idę w swoją stronę, ale coś nie daje mi spokoju, odwracam się - mężczyzna nadal leży, obok niego stoi młody chłopak. Wiedząc, jaka znieczulica społeczna panuje decyduję się podejść. Zauważam, że mężczyzna krwawi, ma rozcięte czoło (?). Jeszcze nie zdążyłam do końca zadać pytania, młody mnie uspokaja "spoko, dzwoniliśmy, karetka już jedzie." Pytam czy jest pijany, chłopak ze śmiechem odpowiada "I to jak! Ale nieważne, czy pijany czy nie - pomóc trzeba". W tym momencie zapaliła się we mnie iskierka nadziei, że może ludzie wcale nie są aż tacy źli... Postanowiłam zaczekać do przyjazdu sanitariuszy. W oczekiwaniu na karetkę próbowaliśmy uspokoić mężczyznę, że jego rzeczy nadal leżą obok niego, że nikt mu nic nie zabierze. W międzyczasie przez przystanek przewinęło się kilka osób, zatrzymali się, popatrzyli na mężczyznę, pokiwali głowami i spojrzeli na nas. W spojrzeniu masa pretensji, więc mówimy, że dzwoniliśmy na pogotowie, odchodzą. Jednak nic nie przebije faceta z psem. Zainteresował się, mówimy, że dzwoniliśmy jakieś 10 minut temu, czekamy. Na co on "i gdzie oni kurwa są?! Co oni sobie myślą? Facet zdążyłby się wykrwawić a ich nadal nie ma! Zadzwonię tam i zrobię z nimi porządek!" Staram się grzecznie wytłumaczyć, że nie ma sensu dzwonić po raz kolejny, że oni przyjęli zgłoszenie i musimy czekać. Myślałam, że poszczuje mnie tym dobermanem. "Jak kurwa czekać? Facet krwawi..." (wyjaśnienie: owszem, krwawił, jak to z rozciętego czoła, ale tak poza tym miał się całkiem dobrze. Oddychał, kontaktował, ba! nawet śpiewał.)
Udało nam się pozbyć poirytowanego faceta z psem. Odszedł oburzony "bo co oni sobie kurwa wyobrażają?!"
Karetka w końcu przyjechała, pozbierali go i pojechali z nim do szpitala.

Chwali się to, że ktoś zdecydował się pomóc, zareagować. Tylko ludzie muszą jeszcze zrozumieć, że fakt, iż stacja pogotowia (wyjazdowego) znajduje się max 500 metrów od miejsca zdarzenia, nie oznacza, że oni będą w ciągu minuty na miejscu. Przynajmniej nie w takim przypadku ;)
Tak, wiem, że czasem karetka nie zdąży na czas. Tylko zastanówmy się czy to rzeczywiście wina zespołu, który w naszym mniemaniu nic nie robi czy składają się na to inne czynniki. Jak chociażby fakt, że ktoś niepotrzebnie wydzwania i zajmuje linię, że są korki, że my źle poinformowaliśmy dyspozytora...
Dlatego proszę, nie przeklinajcie tylko dlatego, że musieliście czekać 10 - 15 minut na karetkę do takiego zgłoszenia jak opisane powyżej. Być może ktoś inny potrzebował jej bardziej.

czwartek, 14 czerwca 2012

Sen to zło, nie ma złudzeń...

Oczywiście jakby było mi mało różnych myśli i problemów za dnia. W nocy wcale nie jest lepiej. Sen nie przynosi ukojenia, ulgi. Nie potrafię zasnąć, a jeśli już mi się uda, to jest to sen niespokojny, co jakiś czas się budzę, często wystraszona, bo akurat coś mi się śniło...
Zmęczenie daje się we znaki. Chodzę potem taka nijaka, osowiała, rozdrażniona, jeszcze bardziej zmęczona. W ciągu dnia śpię więcej niż zwykle, ale i to nie pomaga.

Z przyczyn ode mnie niezależnych ;) nauka została chwilowo wstrzymana. Dlaczego?
- koniec roku szkolnego zbliża się wielkimi krokami, oczywiście nagle muszę napisać masę sprawdzianów, kartkówek i ogólnie poprawiać oceny, więc jedyne czego uczyłam się w tym czasie z biologii to grzyby aby zaliczyć bioanalitykę.
- Euro. Tak, dobrze widzicie, Euro. W końcu... mecz się sam nie obejrzy ;)
- sen
- po prostu lenistwo i zmęczenie.

Dżem - Lunatycy

poniedziałek, 4 czerwca 2012

"Ach, gdyby tylko nie ta kropla żalu, tak mała, a tak gorzka!" *

Powrót do szkoły...
Na polskim oddawała nam wypracowania z "Lalki", trzeba będzie przed maturą przejrzeć poprzednie arkusze i poczytać klucze, bo tak na dobrą sprawę to było kiepsko. Za realizację tematu dostałam 8/25 pkt i w sumie uratowała mnie jedynie pozostała część rzeczy punktowanych, tzn. styl, język, kompozycja itd. z tego miałam max.
I pomyśleć, że czytałam lekturę... Fakt, nie dokończyłam, ale problematykę utworu znałam i byłam przygotowana. Więc są dwie opcje: albo ludzie, którzy układają klucze do tematów na siłę próbują znaleźć wnioski (i moim zdaniem niektóre są bezsensowne i na dobą sprawę powtarzają się, tylko są napisane innymi słowami), albo to ja jestem taka głupia, że nie potrafię tych wniosków wypisać.
Eh.... Gdzieś swoje żale wyrzucić trzeba...


* cytat z "Lalki" Prusa.