"... aż przypadkiem dowiedziałem się, że owszem - jestem pyłkiem
ale na wyjściowej marynarce świata..."

sobota, 24 listopada 2012

Matury

Po maturach... Jestem zmęczona, zła i rozbita...
Wprawdzie nie zrobiłam z Łęckiej prostytutki, ale szału nie było.
Tyle słyszałam o tych maturach z operonu, że takie łatwe są, że podeszłam sobie do tego totalnie na luzie i tak straciłam punkty nie znając własności trójkąta, nie pamiętając szybkości reakcji i organiki. Straszne mam zaległości, braki. Zła jestem zwłaszcza z powodu chemii, bo niewiele zadań było, których w ogóle nie miałam. Duże rzeczy po prostu nie pamiętałam, jak chociażby iloczyn rozpuszczalności, czy szybkość reakcji. Za zadanie z wodorotlenkiem miedzi mam przechlapane...
Trudno, teraz nie pozostaje nic innego jak wziąć się do roboty.




"Pewnego dnia, pewnego dnia pękło niebo
I lunął straszny deszcz
Wtedy krzyknął ktoś
I chłód ogarnął wszystkie serca
A w oczach pojawił się strach
Ludzie podali sobie noże zamiast rąk..."

sobota, 10 listopada 2012

czwartek, 8 listopada 2012

Okrytozalążkowe

" - No, to powiedz mi, dlaczego do zapłodnienia okrytozalążkowych nie jest potrzebna woda?
- Hm.... bo blisko siebie mają te słupki i pręciki....?
- Nie!
-No to nie wiem... ;/
- Bo mają łagiewkę! A to tak jakbyś sobie wpychala penisa do pochwy! Więc, gdzie tu woda?!"
xD hahahaha ;D

A tak poważnie... Botanika i tkanki... nie bardzo mi to wchodzi... A co będzie później?!

niedziela, 4 listopada 2012

Pomoc



W tym roku na cmentarzach w moim mieście odbyła się zbiórka na budowę hospicjum stacjonarnego. 
Irytowały mnie komentarze ludzi, którzy odmawiali wolontariuszom i później między sobą mówili : "Kolejna zbiórka?", "Ja mam kogoś wesprzeć? Mnie też nikt nie wspiera..." "Znów na coś mam się dorzucać? Dzieci, hospicjum, co jeszcze?!"
Może i teraz nie potrzebują skorzystać z pomocy hospicjum, może ich dzieci nie musiały być ratowane przy pomocy sprzętu zakupionego z funduszy, które zostały zebrane w czasie WOŚP, ale nikt nie wie co ich spotka jutro, bądź za kilka miesięcy. 
Też nigdy nie potrzebowałam takiej pomocy, mogłaby powiedzieć, że nie wrzucę tych paru złotych, bo z tego nie skorzystam. A teraz co? W domu stoi aparat tlenowy. Skąd? Z hospicjum domowego...
Jaką mam pewność, że jak za kilka lat będę w ciąży to urodzę zdrowe dziecko? Jasne, chciałabym. Każdy by chciał. Nikt nie planuje urodzenia dziecka z zespołem Downa. Nikt nie zakłada, że u czterolatka wykryją białaczkę i rodzice będą zmuszeni do korzystania z pomocy fundacji, bo nie stać ich będzie na leczenie. A z czego takie fundacje się utrzymują? Między innymi z dobroci serca. Można wpłacić pieniądze na konto, można podarować 1% podatku. 
Dla mnie jest to nie pojęte, że państwo nie ma pieniędzy na leczenie chorych na raka, na rehabilitację po ciężkich wypadkach... Nie do pomyślenia dla mnie jest to, że gdybyśmy dostali teraz skierowanie do specjalisty najprawdopodobniej wizyta byłaby po nowym roku, bo nie ma już pieniędzy z NFZ.
Ale gdybyście planowali powiększyć rodzinę za pomocą in vitro, to najprawdopodobniej dostalibyście dofinansowanie. A ja się pytam, dlaczego?! Tyle dzieci czeka na adopcję. Może gdyby załatwianie formalności nie trwało wieki, i byłoby to wszystko łatwiejsze dzieci znalazłyby dom, kochającą rodzinę. Tylko po co? Skoro lepiej dofinansować coś, co nie rozwiązuje problemu. Tak, in vitro to NIE JEST metoda leczenia bezpłodności. Owszem, dziecko będzie, ale problem pozostaje. W ilu przypadkach in vitro się nie udaje, bo zarodek się nie zagnieździł? Już pomijam fakt moralności tych czynów…

Więc dlaczego pomagam? Bo mam taką potrzebę. Bo mam świadomość, że być może kiedyś to ja będę potrzebowała tej pomocy... i chciałabym ją otrzymać. 

czwartek, 1 listopada 2012

Zapal świeczkę...

Dni, które zmuszają mnie do refleksji nad sensem życia, swojego życia. Dni, w których stojąc nad grobem bliskich zastanawiam się, czy przypadkiem to do mnie nie będą przychodzić za rok... Kto będzie o mnie pamiętał? Rok, dwa, pięć lat po śmierci... Czy znajomi, którzy mogą liczyć na moje wsparcie będą pamiętać? Czy przyjdą na grób zapalić znicz, pomodlić się? Jak długo?
Podobno człowiek nie umiera, póki żyje w sercach bliskich...
Ciężko iść na grób koleżanki, która popełniła samobójstwo, sąsiada, któremu jeszcze nie tak dawno mówiliśmy "dzień dobry" mijając się z nim na schodach... Właśnie w te listopadowe dni uświadamiam sobie jeszcze bardziej, jak kruche jest ludzkie życie, ilu bliskich już pochowałam... Można by powiedzieć, że co dwa, trzy lata przybywa grobów do odwiedzenia...

I tylko ty masz tą niezwykłą moc, by zatrzymać ich, by dać wieczność im...