Dni, które zmuszają mnie do refleksji nad sensem życia, swojego życia. Dni, w których stojąc nad grobem bliskich zastanawiam się, czy przypadkiem to do mnie nie będą przychodzić za rok... Kto będzie o mnie pamiętał? Rok, dwa, pięć lat po śmierci... Czy znajomi, którzy mogą liczyć na moje wsparcie będą pamiętać? Czy przyjdą na grób zapalić znicz, pomodlić się? Jak długo?
Podobno człowiek nie umiera, póki żyje w sercach bliskich...
Ciężko iść na grób koleżanki, która popełniła samobójstwo, sąsiada, któremu jeszcze nie tak dawno mówiliśmy "dzień dobry" mijając się z nim na schodach... Właśnie w te listopadowe dni uświadamiam sobie jeszcze bardziej, jak kruche jest ludzkie życie, ilu bliskich już pochowałam... Można by powiedzieć, że co dwa, trzy lata przybywa grobów do odwiedzenia...
I tylko ty masz tą niezwykłą moc, by zatrzymać ich, by dać wieczność im...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz