W tym roku na cmentarzach w moim mieście odbyła się zbiórka
na budowę hospicjum stacjonarnego.
Irytowały mnie komentarze ludzi, którzy odmawiali
wolontariuszom i później między sobą mówili : "Kolejna zbiórka?",
"Ja mam kogoś wesprzeć? Mnie też nikt nie wspiera..." "Znów na
coś mam się dorzucać? Dzieci, hospicjum, co jeszcze?!"
Może i teraz nie potrzebują skorzystać z pomocy
hospicjum, może ich dzieci nie musiały być ratowane przy pomocy sprzętu
zakupionego z funduszy, które zostały zebrane w czasie WOŚP, ale nikt nie wie
co ich spotka jutro, bądź za kilka miesięcy.
Też nigdy nie potrzebowałam takiej pomocy, mogłaby
powiedzieć, że nie wrzucę tych paru złotych, bo z tego nie skorzystam. A teraz
co? W domu stoi aparat tlenowy. Skąd? Z hospicjum domowego...
Jaką mam pewność, że jak za kilka lat będę w ciąży
to urodzę zdrowe dziecko? Jasne, chciałabym. Każdy by chciał. Nikt nie planuje
urodzenia dziecka z zespołem Downa. Nikt nie zakłada, że u
czterolatka wykryją białaczkę i rodzice będą zmuszeni do korzystania z pomocy
fundacji, bo nie stać ich będzie na leczenie. A z czego takie fundacje się
utrzymują? Między innymi z dobroci serca. Można wpłacić pieniądze na konto,
można podarować 1% podatku.
Dla mnie jest to nie pojęte, że państwo nie ma pieniędzy
na leczenie chorych na raka, na rehabilitację po ciężkich wypadkach... Nie do
pomyślenia dla mnie jest to, że gdybyśmy dostali teraz skierowanie do
specjalisty najprawdopodobniej wizyta byłaby po nowym roku, bo nie ma już
pieniędzy z NFZ.
Ale gdybyście planowali powiększyć rodzinę za pomocą
in vitro, to najprawdopodobniej dostalibyście dofinansowanie. A ja się pytam,
dlaczego?! Tyle dzieci czeka na adopcję. Może gdyby załatwianie formalności nie
trwało wieki, i byłoby to wszystko łatwiejsze dzieci znalazłyby dom, kochającą
rodzinę. Tylko po co? Skoro lepiej dofinansować coś, co nie rozwiązuje
problemu. Tak, in vitro to NIE JEST metoda leczenia bezpłodności. Owszem,
dziecko będzie, ale problem pozostaje. W ilu przypadkach in vitro się nie
udaje, bo zarodek się nie zagnieździł? Już pomijam fakt moralności tych czynów…
Więc dlaczego pomagam? Bo mam taką potrzebę. Bo mam świadomość, że być może kiedyś to ja będę potrzebowała tej pomocy... i chciałabym ją otrzymać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz