"... aż przypadkiem dowiedziałem się, że owszem - jestem pyłkiem
ale na wyjściowej marynarce świata..."

niedziela, 4 listopada 2012

Pomoc



W tym roku na cmentarzach w moim mieście odbyła się zbiórka na budowę hospicjum stacjonarnego. 
Irytowały mnie komentarze ludzi, którzy odmawiali wolontariuszom i później między sobą mówili : "Kolejna zbiórka?", "Ja mam kogoś wesprzeć? Mnie też nikt nie wspiera..." "Znów na coś mam się dorzucać? Dzieci, hospicjum, co jeszcze?!"
Może i teraz nie potrzebują skorzystać z pomocy hospicjum, może ich dzieci nie musiały być ratowane przy pomocy sprzętu zakupionego z funduszy, które zostały zebrane w czasie WOŚP, ale nikt nie wie co ich spotka jutro, bądź za kilka miesięcy. 
Też nigdy nie potrzebowałam takiej pomocy, mogłaby powiedzieć, że nie wrzucę tych paru złotych, bo z tego nie skorzystam. A teraz co? W domu stoi aparat tlenowy. Skąd? Z hospicjum domowego...
Jaką mam pewność, że jak za kilka lat będę w ciąży to urodzę zdrowe dziecko? Jasne, chciałabym. Każdy by chciał. Nikt nie planuje urodzenia dziecka z zespołem Downa. Nikt nie zakłada, że u czterolatka wykryją białaczkę i rodzice będą zmuszeni do korzystania z pomocy fundacji, bo nie stać ich będzie na leczenie. A z czego takie fundacje się utrzymują? Między innymi z dobroci serca. Można wpłacić pieniądze na konto, można podarować 1% podatku. 
Dla mnie jest to nie pojęte, że państwo nie ma pieniędzy na leczenie chorych na raka, na rehabilitację po ciężkich wypadkach... Nie do pomyślenia dla mnie jest to, że gdybyśmy dostali teraz skierowanie do specjalisty najprawdopodobniej wizyta byłaby po nowym roku, bo nie ma już pieniędzy z NFZ.
Ale gdybyście planowali powiększyć rodzinę za pomocą in vitro, to najprawdopodobniej dostalibyście dofinansowanie. A ja się pytam, dlaczego?! Tyle dzieci czeka na adopcję. Może gdyby załatwianie formalności nie trwało wieki, i byłoby to wszystko łatwiejsze dzieci znalazłyby dom, kochającą rodzinę. Tylko po co? Skoro lepiej dofinansować coś, co nie rozwiązuje problemu. Tak, in vitro to NIE JEST metoda leczenia bezpłodności. Owszem, dziecko będzie, ale problem pozostaje. W ilu przypadkach in vitro się nie udaje, bo zarodek się nie zagnieździł? Już pomijam fakt moralności tych czynów…

Więc dlaczego pomagam? Bo mam taką potrzebę. Bo mam świadomość, że być może kiedyś to ja będę potrzebowała tej pomocy... i chciałabym ją otrzymać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz