Niestety, to nie były dobre Święta...
Dziś mija dwa i pół roku odkąd nie ma taty, dziś, w dwa i pół roku po jego śmierci odeszła bardzo bliska koleżanka mojej mamy.
A z rodziną? Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, nie tak miał wyglądać Wigilijny wieczór...
ale na wyjściowej marynarce świata..."
sobota, 26 grudnia 2015
poniedziałek, 16 listopada 2015
sobota, 24 października 2015
Polska, złota jesień
Starałam się uchwycić piękno jesieni w chwilach, gdy były przebłyski słońca... Tak, taką jesień lubię... Kolorową, słoneczną, ciepłą...
wtorek, 13 października 2015
30 raz
Odchodzisz już 30 raz...
Które to już nasze pożegnanie? Które z kolei? Na jak długo? Które pierwsze się wyłamie? Już w parę minut po "rozstaniu" kusiło mnie (nadal kusi) aby wysłać Ci wiadomość. Raptem przed kilkoma dniami mówiliśmy, że nie jest realne abyśmy się traktowali jak obce osoby, że to nienaturalne. A dziś... dziś mi mówisz, że tego właśnie chcesz. Już kilka razy próbowaliśmy, nie wyszło. Stwierdziłeś, że to dlatego, że tak naprawdę tego nie chciałeś, że chciałeś tego dla mnie. Tylko czy JA tego kiedyś chciałam? Czy chciałam tego, bo inni tego chcieli i oczekiwali? I mimo, że jakoś nie wierzę, aby to miało szanse się udać, bo wydaje mi się, że pewnie prędzej czy później znów się odnajdziemy... To jakoś mi smutno, pusto.. Wybrałeś idealny moment, na kilka dni przed moimi urodzinami, na kilka dni przed okresem... może właśnie dlatego właśnie teraz nawet uroniłam łzę...
Pytałeś, czy mi ulżyło, czy mi lepiej? Od razu Ci powiedziałam, że nie. Teraz mogę Ci powiedzieć, że nawet jest mi ciężej, gorzej.. Chyba właśnie straciłam jakąś część siebie... Kogoś, kto co jakiś czas pojawiał się w moim życiu. W mniejszym bądź większym stopniu w nie ingerował, miał na nie wpływ. W mniejszym lub większym stopniu świadomie. I co? I teraz nagle, po tylu latach... Jak obcy sobie ludzie?! "Nie podchodź do mnie, nie interesuj się". Może nie było tego po mnie widać, może nie dałam tego po sobie poznać, ale zabolało mnie to. A może właśnie to zauważyłeś? W końcu... rozumiemy się bez słów, tak dobrze się znamy... W swojej obecności usunęliśmy swoje numery telefonów... Tylko wiesz? Jak się chce, to znajdzie się kontakt do tej drugiej osoby...
Ciekawi mnie, czy odpowiesz mi "cześć" gdy w roztargnieniu pierwsza się z Tobą przywitam.Chociaż... czy będę miała okazję? Nie zapowiada się na to. Sam mówiłeś, że zmienisz mocno godziny wyjść z psem, że nawet gdy mnie zobaczysz, to będziesz mnie unikać, że znikniesz...
Może właśnie tak będzie prościej? Tak łatwiej? Tylko wiesz... Wydaje mi się to naprawdę strasznie nienaturalne, dziecinne... Rozumie, przestać pisać do siebie, spotykać się... ale nie powiedzieć sobie "cześć" na drodze? To chyba jakieś nieporozumienie. Ale ok, skoro tego chcesz...
Rozmowa, nawet z samym sobą, pomaga
Które to już nasze pożegnanie? Które z kolei? Na jak długo? Które pierwsze się wyłamie? Już w parę minut po "rozstaniu" kusiło mnie (nadal kusi) aby wysłać Ci wiadomość. Raptem przed kilkoma dniami mówiliśmy, że nie jest realne abyśmy się traktowali jak obce osoby, że to nienaturalne. A dziś... dziś mi mówisz, że tego właśnie chcesz. Już kilka razy próbowaliśmy, nie wyszło. Stwierdziłeś, że to dlatego, że tak naprawdę tego nie chciałeś, że chciałeś tego dla mnie. Tylko czy JA tego kiedyś chciałam? Czy chciałam tego, bo inni tego chcieli i oczekiwali? I mimo, że jakoś nie wierzę, aby to miało szanse się udać, bo wydaje mi się, że pewnie prędzej czy później znów się odnajdziemy... To jakoś mi smutno, pusto.. Wybrałeś idealny moment, na kilka dni przed moimi urodzinami, na kilka dni przed okresem... może właśnie dlatego właśnie teraz nawet uroniłam łzę...
Pytałeś, czy mi ulżyło, czy mi lepiej? Od razu Ci powiedziałam, że nie. Teraz mogę Ci powiedzieć, że nawet jest mi ciężej, gorzej.. Chyba właśnie straciłam jakąś część siebie... Kogoś, kto co jakiś czas pojawiał się w moim życiu. W mniejszym bądź większym stopniu w nie ingerował, miał na nie wpływ. W mniejszym lub większym stopniu świadomie. I co? I teraz nagle, po tylu latach... Jak obcy sobie ludzie?! "Nie podchodź do mnie, nie interesuj się". Może nie było tego po mnie widać, może nie dałam tego po sobie poznać, ale zabolało mnie to. A może właśnie to zauważyłeś? W końcu... rozumiemy się bez słów, tak dobrze się znamy... W swojej obecności usunęliśmy swoje numery telefonów... Tylko wiesz? Jak się chce, to znajdzie się kontakt do tej drugiej osoby...
Ciekawi mnie, czy odpowiesz mi "cześć" gdy w roztargnieniu pierwsza się z Tobą przywitam.Chociaż... czy będę miała okazję? Nie zapowiada się na to. Sam mówiłeś, że zmienisz mocno godziny wyjść z psem, że nawet gdy mnie zobaczysz, to będziesz mnie unikać, że znikniesz...
Może właśnie tak będzie prościej? Tak łatwiej? Tylko wiesz... Wydaje mi się to naprawdę strasznie nienaturalne, dziecinne... Rozumie, przestać pisać do siebie, spotykać się... ale nie powiedzieć sobie "cześć" na drodze? To chyba jakieś nieporozumienie. Ale ok, skoro tego chcesz...
Rozmowa, nawet z samym sobą, pomaga
środa, 7 października 2015
Szału nie ma...
Niektórzy wieścili mu, że będzie karykaturą księdza. Niespełna
jedenaście lat jego kapłaństwa to m.in. stworzenie domowego hospicjum,
potem budowa od podstaw hospicjum stacjonarnego; organizacja Areopagów
etycznych – letnich warsztatów dla studentów medycyny; praca katechety w
szkole, gdzie ani uczniowie nie oszczędzali jego, ani on ich. 1 czerwca
2012 r. zdiagnozowano u niego nowotwór mózgu. Teraz, po dwóch
operacjach, poddawany kolejnym chemioterapiom, nadal pracuje na rzecz
hospicjum i służy jego pacjentom. Wspiera też swoich dawnych uczniów i
wychowanków – niejednemu z nich pomógł wyprostować życie. Mówi, że jest
„otwarty na cud”, ale jednocześnie przygotowuje się na to, żeby „dobrze
przeżyć swoją śmierć”.
Janek ma ze swojego okna niezwykłą perspektywę: i na śmierć, i na życie może patrzeć z dystansu. Na śmierć, bo wciąż żyje pełną piersią. Na życie – bo świadomie i mądrze codziennie zmaga się ze śmiercią. I o życiu, i o śmierci mówi więc takie rzeczy, że oczy stają czasem w słup, a z nóg spadają ciepłe kapcie. Tu nie ma ani grama ględzenia, jest obudzona po zderzeniu ze ścianą ostra, kryształowa intensywność. Janek lubi powtarzać, że przed śmiercią bardzo chciałby jeszcze zrobić coś pożytecznego. Właśnie zrobił.
Szymon Hołownia
A ode mnie?
Można mówić w sposób piękny o życiu i śmierci. Można dowiedzieć się, że śmierć powinno się godnie przeżyć. Ks. Jan w sposób szczery i otwarty mówi o tych trudnych dla nas sprawach, ale także o innych, ponieważ zostają w książce również wspomniane lekcje religii księdza, na których zostają poruszone tematy poczęcia, in vitro, aborcji, okresu dojrzewania, śmierci.
Myślę, że jest to świetna książka dla tych, którzy mają bliskich ciężko chorych oraz także tych, którzy ich stracili. W pierwszym przypadku, może pokazać w jaki sposób można rozmawiać z osobą chorą, jak można jej pomóc aby nie zaszkodzić, chociaż nam się wydaje, że robimy dobrze. W drugim, pomoże zrozumieć pewne rzeczy, poukładać je sobie.
Wiem, że książka ta pomoże mi osiągnąć moje Katharsis, ale to musi jeszcze potrwać.
Na pewno do niej jeszcze wrócę, bo przeczytałam ją raz, dosyć szybko. Przy kolejnej lekturze na pewno poświęcę na nią więcej czasu, bardziej się nad nią pochylę, zastanowię, zagłębię. Bo warto
Janek ma ze swojego okna niezwykłą perspektywę: i na śmierć, i na życie może patrzeć z dystansu. Na śmierć, bo wciąż żyje pełną piersią. Na życie – bo świadomie i mądrze codziennie zmaga się ze śmiercią. I o życiu, i o śmierci mówi więc takie rzeczy, że oczy stają czasem w słup, a z nóg spadają ciepłe kapcie. Tu nie ma ani grama ględzenia, jest obudzona po zderzeniu ze ścianą ostra, kryształowa intensywność. Janek lubi powtarzać, że przed śmiercią bardzo chciałby jeszcze zrobić coś pożytecznego. Właśnie zrobił.
Szymon Hołownia
A ode mnie?
Można mówić w sposób piękny o życiu i śmierci. Można dowiedzieć się, że śmierć powinno się godnie przeżyć. Ks. Jan w sposób szczery i otwarty mówi o tych trudnych dla nas sprawach, ale także o innych, ponieważ zostają w książce również wspomniane lekcje religii księdza, na których zostają poruszone tematy poczęcia, in vitro, aborcji, okresu dojrzewania, śmierci.
Myślę, że jest to świetna książka dla tych, którzy mają bliskich ciężko chorych oraz także tych, którzy ich stracili. W pierwszym przypadku, może pokazać w jaki sposób można rozmawiać z osobą chorą, jak można jej pomóc aby nie zaszkodzić, chociaż nam się wydaje, że robimy dobrze. W drugim, pomoże zrozumieć pewne rzeczy, poukładać je sobie.
Wiem, że książka ta pomoże mi osiągnąć moje Katharsis, ale to musi jeszcze potrwać.
Na pewno do niej jeszcze wrócę, bo przeczytałam ją raz, dosyć szybko. Przy kolejnej lekturze na pewno poświęcę na nią więcej czasu, bardziej się nad nią pochylę, zastanowię, zagłębię. Bo warto
poniedziałek, 5 października 2015
Everest
W sobotę razem z moim D. byliśmy w kinie. Zostałam zaproszona na "Everest" i chyba nie mógł wybrać lepiej, biorąc pod uwagę moją miłość do gór.
Muszę przynać, że początkowo byłam niezadowolona z tego, że film jest z napisami, że seans na 22:30... ale gdy tylko seans się rozpoczął odpłynęłam,
Jeśli ktoś chce się wybrać na "Everest" niech nie liczy na spektakularne efekty specjalne, ale może liczyć na piękne widoki gór. Być może, chociaż na chwilę zaprze Wam dech w piersiach tak jak i mnie się zdarzyło, Akcja filmu rozgrywa się w 1996 roku, opowiada tragiczną historię himalaistów, którym przyszło zmierzyć się z surowymi warunkami panującymi w górach. Jednak coś jest w stwierdzeniu, że miłość i piękno mogą zabić. W filmie ukazana jest surowość, brutalność, walka, którą człowiek musi zmierzyć z górą, ale przede wszystkim z samym sobą aby zdobyć szczyt. Pokazane jest to, co ciężko zrozumieć przeciętnemu człowiekowi, który uważa, że da radę, wie lepiej. Czasem trzeba odpuścić tuż przed szczytem, aby móc zejść na dół, aby przeżyć. Gdy zaczyna brakować tlenu, gdy człowiek jest wycieńczony, a na dodatek pogoda gwałtownie się zmienia... można zginąć i zdarza się to nawet najlepszym. Dlatego warto o tym pamiętać idąc także w nasze Tatry. Nie tylko niedoświadczeni i na ośmiotysięcznikach giną...
Zdecydowanie polecam, film sprawił, że czułam się jakbym była członkiem wyprawy
Muszę przynać, że początkowo byłam niezadowolona z tego, że film jest z napisami, że seans na 22:30... ale gdy tylko seans się rozpoczął odpłynęłam,
Jeśli ktoś chce się wybrać na "Everest" niech nie liczy na spektakularne efekty specjalne, ale może liczyć na piękne widoki gór. Być może, chociaż na chwilę zaprze Wam dech w piersiach tak jak i mnie się zdarzyło, Akcja filmu rozgrywa się w 1996 roku, opowiada tragiczną historię himalaistów, którym przyszło zmierzyć się z surowymi warunkami panującymi w górach. Jednak coś jest w stwierdzeniu, że miłość i piękno mogą zabić. W filmie ukazana jest surowość, brutalność, walka, którą człowiek musi zmierzyć z górą, ale przede wszystkim z samym sobą aby zdobyć szczyt. Pokazane jest to, co ciężko zrozumieć przeciętnemu człowiekowi, który uważa, że da radę, wie lepiej. Czasem trzeba odpuścić tuż przed szczytem, aby móc zejść na dół, aby przeżyć. Gdy zaczyna brakować tlenu, gdy człowiek jest wycieńczony, a na dodatek pogoda gwałtownie się zmienia... można zginąć i zdarza się to nawet najlepszym. Dlatego warto o tym pamiętać idąc także w nasze Tatry. Nie tylko niedoświadczeni i na ośmiotysięcznikach giną...
Zdecydowanie polecam, film sprawił, że czułam się jakbym była członkiem wyprawy
czwartek, 1 października 2015
Kolejna jesień...
Wieczory są już chłodne, coraz wcześniej robi się ciemno... Poranki zamglone, trawa w rosie...
Ale dziś jest słonecznie, chłodno, ale w słońcu przyjemnie. Warto iść na spacer i łapać promienie słońca, teraz będzie go coraz mniej. Obawiam się, że nie tylko na dworze, ale i w środku.
Jak pogodzić się z przeszłością? Jak sprawić aby nie wracać ciągle do niej?
Chyba niestety jestem jednym z tych ludzi, którym ciężko zrobić krok naprzód. Zwłaszcza, że ostatni czas nie był najlepszy. Ciągle tam wracam, tkwię w przeszłości i próbuję, próbuję każdego dnia z nią walczyć, pogodzić się z nią.
Ostatnio próbowałam sobie co nieco poukładać w głowie podczas rozmów z K. na spacerach. Nie wiem czy jestem silniejsza niż wtedy, ale wiem, że na pewno się zmieniłam. Tylko, czy właśnie tego chciałam?
Wieczory są już chłodne, coraz wcześniej robi się ciemno... Poranki zamglone, trawa w rosie...
Ale dziś jest słonecznie, chłodno, ale w słońcu przyjemnie. Warto iść na spacer i łapać promienie słońca, teraz będzie go coraz mniej. Obawiam się, że nie tylko na dworze, ale i w środku.
Jak pogodzić się z przeszłością? Jak sprawić aby nie wracać ciągle do niej?
Chyba niestety jestem jednym z tych ludzi, którym ciężko zrobić krok naprzód. Zwłaszcza, że ostatni czas nie był najlepszy. Ciągle tam wracam, tkwię w przeszłości i próbuję, próbuję każdego dnia z nią walczyć, pogodzić się z nią.
Ostatnio próbowałam sobie co nieco poukładać w głowie podczas rozmów z K. na spacerach. Nie wiem czy jestem silniejsza niż wtedy, ale wiem, że na pewno się zmieniłam. Tylko, czy właśnie tego chciałam?
wtorek, 28 kwietnia 2015
najczęściej, niestety ze szkła.
Chciałabym każdego dnia umieć coś w sobie zmienić, jakieś zachowanie,
sposób bycia wobec innych, umieć pozwolić sobie na pewne rzeczy, innych
natomiast sobie zabronić. Opanować samotność. Samotność nie tyle jako
stan ducha, bo naprawdę w duchu człowiek zawsze jest lub bywa samotny,
ile jako swego rodzaju 'stan cywilny'. Być właścicielem samego siebie,
posiadać wokół siebie przestrzeń, której nikt nie może przekroczyć. Coś
jakby niewidoczny zielony ogródek, do którego nikomu nie
uda się zajrzeć, do którego także nikt, kto chciałby mnie zranić, nie
miałby wstępu. Do niedawna było inaczej: każdy, komu to tylko przyszło
do głowy, mógł mnie wytrącić z równowagi jakąś głupią uwagą, kłamstwem,
bezsensownym zdaniem, sprawić mi przykrość, która trwała znacznie dłużej
niż jego pamięć o tym zdarzeniu. Dziś już tylko pory roku mogą wpływać
na mój nastrój, ale nie ludzie, którym na tym zależy. Stan mojego umysłu
bywa tak różny, jak różne są dni, które przychodzą, Bywają dni dobre,
ale bywają i złe, i te też muszę przyjąć za własne. Są dni, kiedy jestem
z kamienia, czasem z żelaza, najczęściej, niestety ze szkła.
Roma Ligocka "Czułość i obojętność"
Roma Ligocka "Czułość i obojętność"
poniedziałek, 2 marca 2015
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



