"... aż przypadkiem dowiedziałem się, że owszem - jestem pyłkiem
ale na wyjściowej marynarce świata..."

czwartek, 20 grudnia 2012

Świąteczne przygotowania... Sprzątanie, gotowanie, zakupy... W niedzielę byłam w Silesii w poszukiwaniu prezentów. Masa ludzi, tłok, głośno... Nie wiem czy się starzeję, czy tak już mam ale momentami czułam się jakbym się zgubiła i nie wiedziała gdzie jestem, wszystko wydawało mi się takie obce, ludzie goniący od sklepu do sklepu, muzyka....To chyba nie dla mnie.
Trwają poszukiwania sukienki idealnej na studniówkę. Gdy już mi się wydawało, że znalazłam idealną i kupiłam, to bardzo się zdziwiłam gdy w domu przymierzyłam ja na spokojnie i okazała się byś strasznie krótka. Sukienka została zwrócona do sklepu.
Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale zapisałam się na Olimpiadę Wiedzy Ekologicznej. O olimpiadzie dowiedziałam się we wtorek, także mam niewiele czasu na przygotowanie się do niej ale raczej się nie spinam. Podeszłam do tego na zasadzie, że zagadnienia z ekologii przydadzą mi się tez na maturę więc, dlaczego nie?
Ostatnio znowu dużo czytam. Z braku chęci pójścia do biblioteki postanowiłam zabrać się za "Czas honoru" Jarosława Sokoła. Książkę kupiłam w zeszłym roku mamie na święta. Do książki jeszcze nie siadła, ale lubiła serial, natomiast ja serialu nie oglądałam, wiedziałam tylko, że czas akcji to lata II wojny światowej. Mimo, że mam jakieś uprzedzenia do powieści historycznych, ta mnie bardzo wciągnęła. Dzisiaj prawie przegapiłam swój przystanek, tak się zaczytałam ;) Mimo, że jestem w połowie, już ją mogę z czystym sumieniem polecić.

Błagam, niech ktoś mnie kopnie w stronę książek z biologii i chemii.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Pierwsze konto

Stało się. Założyłam swoje pierwsze konto bankowe. Trochę poczytałam w internecie, słyszałam opinie i zostałam klientką mBanku. Teraz pozostało czekać aż przyślą kartę, wpłacić pieniądze na konto i można kupować przez internet prezenty na święta ;)
Jutro powinnam się dowiedzieć jak mi poszedł polski, w środę powinnam znać wyniki z chemii.
Matmę zdałam, na 42% angielski na 52%, a biologię, którą napisałam sobie na fakultecie napisałam na 50%, więc nie jest tak źle. Przynajmniej tak mi się wydaje. Wiem, że jeszcze masa materiału przede mną, ale jestem dobrej myśli.
A tymczasem siadam do zoologii... tasiemce i inne robactwa...

sobota, 24 listopada 2012

Matury

Po maturach... Jestem zmęczona, zła i rozbita...
Wprawdzie nie zrobiłam z Łęckiej prostytutki, ale szału nie było.
Tyle słyszałam o tych maturach z operonu, że takie łatwe są, że podeszłam sobie do tego totalnie na luzie i tak straciłam punkty nie znając własności trójkąta, nie pamiętając szybkości reakcji i organiki. Straszne mam zaległości, braki. Zła jestem zwłaszcza z powodu chemii, bo niewiele zadań było, których w ogóle nie miałam. Duże rzeczy po prostu nie pamiętałam, jak chociażby iloczyn rozpuszczalności, czy szybkość reakcji. Za zadanie z wodorotlenkiem miedzi mam przechlapane...
Trudno, teraz nie pozostaje nic innego jak wziąć się do roboty.




"Pewnego dnia, pewnego dnia pękło niebo
I lunął straszny deszcz
Wtedy krzyknął ktoś
I chłód ogarnął wszystkie serca
A w oczach pojawił się strach
Ludzie podali sobie noże zamiast rąk..."

sobota, 10 listopada 2012

czwartek, 8 listopada 2012

Okrytozalążkowe

" - No, to powiedz mi, dlaczego do zapłodnienia okrytozalążkowych nie jest potrzebna woda?
- Hm.... bo blisko siebie mają te słupki i pręciki....?
- Nie!
-No to nie wiem... ;/
- Bo mają łagiewkę! A to tak jakbyś sobie wpychala penisa do pochwy! Więc, gdzie tu woda?!"
xD hahahaha ;D

A tak poważnie... Botanika i tkanki... nie bardzo mi to wchodzi... A co będzie później?!

niedziela, 4 listopada 2012

Pomoc



W tym roku na cmentarzach w moim mieście odbyła się zbiórka na budowę hospicjum stacjonarnego. 
Irytowały mnie komentarze ludzi, którzy odmawiali wolontariuszom i później między sobą mówili : "Kolejna zbiórka?", "Ja mam kogoś wesprzeć? Mnie też nikt nie wspiera..." "Znów na coś mam się dorzucać? Dzieci, hospicjum, co jeszcze?!"
Może i teraz nie potrzebują skorzystać z pomocy hospicjum, może ich dzieci nie musiały być ratowane przy pomocy sprzętu zakupionego z funduszy, które zostały zebrane w czasie WOŚP, ale nikt nie wie co ich spotka jutro, bądź za kilka miesięcy. 
Też nigdy nie potrzebowałam takiej pomocy, mogłaby powiedzieć, że nie wrzucę tych paru złotych, bo z tego nie skorzystam. A teraz co? W domu stoi aparat tlenowy. Skąd? Z hospicjum domowego...
Jaką mam pewność, że jak za kilka lat będę w ciąży to urodzę zdrowe dziecko? Jasne, chciałabym. Każdy by chciał. Nikt nie planuje urodzenia dziecka z zespołem Downa. Nikt nie zakłada, że u czterolatka wykryją białaczkę i rodzice będą zmuszeni do korzystania z pomocy fundacji, bo nie stać ich będzie na leczenie. A z czego takie fundacje się utrzymują? Między innymi z dobroci serca. Można wpłacić pieniądze na konto, można podarować 1% podatku. 
Dla mnie jest to nie pojęte, że państwo nie ma pieniędzy na leczenie chorych na raka, na rehabilitację po ciężkich wypadkach... Nie do pomyślenia dla mnie jest to, że gdybyśmy dostali teraz skierowanie do specjalisty najprawdopodobniej wizyta byłaby po nowym roku, bo nie ma już pieniędzy z NFZ.
Ale gdybyście planowali powiększyć rodzinę za pomocą in vitro, to najprawdopodobniej dostalibyście dofinansowanie. A ja się pytam, dlaczego?! Tyle dzieci czeka na adopcję. Może gdyby załatwianie formalności nie trwało wieki, i byłoby to wszystko łatwiejsze dzieci znalazłyby dom, kochającą rodzinę. Tylko po co? Skoro lepiej dofinansować coś, co nie rozwiązuje problemu. Tak, in vitro to NIE JEST metoda leczenia bezpłodności. Owszem, dziecko będzie, ale problem pozostaje. W ilu przypadkach in vitro się nie udaje, bo zarodek się nie zagnieździł? Już pomijam fakt moralności tych czynów…

Więc dlaczego pomagam? Bo mam taką potrzebę. Bo mam świadomość, że być może kiedyś to ja będę potrzebowała tej pomocy... i chciałabym ją otrzymać. 

czwartek, 1 listopada 2012

Zapal świeczkę...

Dni, które zmuszają mnie do refleksji nad sensem życia, swojego życia. Dni, w których stojąc nad grobem bliskich zastanawiam się, czy przypadkiem to do mnie nie będą przychodzić za rok... Kto będzie o mnie pamiętał? Rok, dwa, pięć lat po śmierci... Czy znajomi, którzy mogą liczyć na moje wsparcie będą pamiętać? Czy przyjdą na grób zapalić znicz, pomodlić się? Jak długo?
Podobno człowiek nie umiera, póki żyje w sercach bliskich...
Ciężko iść na grób koleżanki, która popełniła samobójstwo, sąsiada, któremu jeszcze nie tak dawno mówiliśmy "dzień dobry" mijając się z nim na schodach... Właśnie w te listopadowe dni uświadamiam sobie jeszcze bardziej, jak kruche jest ludzkie życie, ilu bliskich już pochowałam... Można by powiedzieć, że co dwa, trzy lata przybywa grobów do odwiedzenia...

I tylko ty masz tą niezwykłą moc, by zatrzymać ich, by dać wieczność im...

czwartek, 25 października 2012

Na pustyni...

Czas leci, przygotowania do matury niestety już nie tak szybko. Brak chęci i energii na cokolwiek.
Ostatnio na laboratorium zrobiła nam maturę z chemii, rozszerzenie napisałam bez przygotowania na 44%.
Nie wiem, może na początek to nie jest aż tak mało, aczkolwiek chciałabym aby wynik majowy był co najmniej dwukrotnie wyższy.

Z biologii człowiek i rośliny.... za niedługo test podsumowujący rośliny... świetnie...

Ostatnio chodzę niewyspana i rozdrażniona. Ciężko jest mi się skupić na nauce. Kiedyś przychodziło mi to wszystko z łatwością, nie miałam problemu z zapamiętaniem, dość szybko się uczyłam. A teraz? Mogę siedzieć nad jednym tematem nawet i 2 godziny a efektów większych nie widzę. Co z tym zrobić?
Biorę magnez, jedną tabletkę dziennie, ale to chyba za mało...



„- Na pustyni jest się trochę samotnym.
- Równie samotnym jest się wśród ludzi.”
                         /"Mały książę" Antoine de Saint-Exupéry/

poniedziałek, 17 września 2012

Rok

Prawie rok temu zaczęły się zmiany w moim życiu, ja sama się zmieniłam. Nie jestem już tą samą dziewczyną. Jestem silniejsza, a zarazem słabsza, popełniłam wiele błędów, z których nie wyciągnęłam wniosków i popełniałam je jeszcze niejednokrotnie. Działałam pod wpływem chwili, rad osób, a raczej osoby, która niejako wróciła do mojego życia. Chciał pomóc i na dobrych chęciach się skończyło, bo niestety było z tego więcej szkody niż pożytku. Sama jestem sobie winna. Dałam sobie pewne rzeczy wmówić. Nie wiem czy znów postąpiłabym tak samo... Z perspektywy czasu widzę, że to nie był dobry rok, a przynajmniej jego znaczna część. Rozczarowałam się, nie raz zawiodłam na ludziach, których kochałam i nadal kocham, na ludziach, którym ufałam jak dziecko. Byłam zagubiona, a gdy wydawało mi się, że powoli zaczynam wszystko ogarniać to życie to zweryfikowało i pokazało, że rzeczywiście tylko tak mi się wydaje. Było jeszcze gorzej niż przedtem. Życie w strachu, niepewności, złości... Co to za życie? Trzeba się było uwolnić... Do tego wszystkiego jeszcze doszły te zdarzenia, na które nie am wpływu, a jakoś muszę stawić im czoła.
Jak można pomóc komuś, kto tak naprawdę tej pomocy nie chce? Komuś, kto wykorzystuje naszą naiwność(?), wiarę w ludzi.

Ile Cię trzeba dotknąć razy żeby się człowiek poparzył?
Ale tak żeby już więcej ani razu,
Żeby już więcej za nic,
Żeby już więcej nie miał odwagi
No ile razy?!

A teraz (zwłaszcza) Panowie pamiętajcie, że...





Beauty queen of only eighteen
She had some trouble with herself
He was always there to help her
She always belonged to someone else  

(...)
I know that goodbye means nothing at all
Comes back and begs me to catch her every time she falls

czwartek, 13 września 2012

Wake me up when september ends...

Robi się typowo jesienna pogoda. Zimno, pochmurno, deszczowo. Oczywiście pierwszy katar w tym sezonie musiał zostać już przeze mnie zaliczony.
Temat do prezentacji wybrany, teraz tylko czekam na potwierdzenie, że mogę go wziąć.
A tematu studniówki  mam już dosyć...

Summer has come and passed...

sobota, 8 września 2012

Jesienią zawsze zaczyna się szkoła...

Ostatnia klasa. Klasa maturalna. Przede mną matura i egzamin zawodowy. I tak na dobrą sprawę rok szkolny się jeszcze dobrze nie zaczął a ja już powoli zaczynam mieć dość tematu matury i studniówki. Temat prezentacji wybrany, teraz tylko czekam aż mi go zaakceptują. Nie chce mi się już odpowiadać na pytania co po szkole, jakie studia i wysłuchiwać, że mogę nie dać rady. Ja to wszystko wiem. Wiem, że czasu nie jest aż tak dużo, że materiału jest sporo, że czeka mnie ciężka, samodzielna praca, zwłaszcza nad biologią. Ja to wszystko wiem, ale postawiłam sobie cel i chcę do niego dążyć. Chcę zawalczyć o swoje marzenia. Jeśli nie dam rady za pierwszym razem prawdopodobnie spróbuję jeszcze raz.
A póki co, wszystkim, a zwłaszcza maturzystom życzę cierpliwości i wytrwałości ;)

Dla pewnego swego ;)

Kawałek będzie mi towarzyszył w tym roku ;)

Rzeknij coś na ten temat

Gdy czegoś bardzo mocno chcę,
Wtedy problemu nie ma, znasz ten schemat
Olej każdy dylemat, jest zbędny,
Posiadasz cel, nie wiesz którędy iść, ja ci powiem, tędy
Nie spadaj jak liść na ziemię
Pnij się do góry, spełniaj swe marzenia
Tak już jest jest z pokolenia na pokolenie
Żeby mieć, trzeba mocno tego chcieć
To logiczne jak sieć, widzisz cel – wyciąg rękę i leć za nim
Samo gadanie na nic, dla pewnego swego nie ma granic


Nie wystarczy momencik, czy odrobina dobrych chęci
Chcieć to móc, więc mogę, bo to mnie nęci

Miejcie w pamięci, wszyscy razem wzięci oponenci
Mogą dziś nosem kręcić i życie spędzić na niczym
Do każdego kogo to dotyczy – zrób następny ruch zamiast wciąż się byczyć
To wyczyn, na który chyba cię stać,
Nie masz nic do stracenia, więc nie musisz się bać,
Nic tylko trwać i stawiać .... kolejne kroki

H I P- H O P sprawa nie cierpiąca zwłoki,
To łączy ludzi... jak walkie-talkie
Jak góry, stoki, jak świat długi i szeroki
Jest

Kiedy chcę, potrafię się zmobilizować do działania
To kwestia obierania celów i ich osiągania
Starania nie wystarczą do wykonania zadania

Zawsze jest od zajebania załatwiania i biegania
Jestem tu od nadawania sprawom toku,
Od wykonywania i wydawania na nie wyroku
Odkładania ich ad acta
Będziesz w szoku
Nie spodziewałeś się tego nawet po samochodzie roku
Człowieku
Przecież wiesz, że jesteś w stanie załatwić wszystko,
tak jak załatwiasz bakanie..
podejmij wyzwanie i postaw na kombinowanie
przestaw się na działanie
zostaw gadanie na ostatnim planie
weź się za realizowanie swoich marzeń
chcieć – oznacza wpływać na przebieg wydarzeń

to takie naturalne – bać się mocnych wrażeń
lecz wiadomo – nikt nie wyjdzie z tego gówna bez obrażeń

Jeśli mam na coś ochotę, resztę odkładam na potem
To staje się priorytetem, a milczenie, które złotem
Przestaje być kłopotem, bowiem wiem, że galopem
Można znaleźć się między kowadłem a młotem
Bo każdy, nawet najmniejszy orzech do zgryzienia
Aby okazał się pestką, jest kwestią do przemyślenia
A więc pomóż sobie, rusz głową, zamiast stawać na głowie
To recepta, bądź czynny, aktywny jak wulkan Etna
Na życie mam metodę, co daję wolność i swobodę,
Jeśli wiem czego chcę, brnę nie idąc na ugodę

Dla pewnego swego i chcącego nic trudnego...

środa, 29 sierpnia 2012

Początki końca

Zbliża się koniec wakacji a zarazem początek roku szkolnego. Ostatniego, wyjątkowo pracowitego.
Nie wykonałam swego "wakacyjnego planu". Mówi się trudno. Odpocząć też kiedyś trzeba, starsi koledzy mówią, że jeśli będzie się systematycznie pracować to w czasie roku szkolnego spokojnie można nadrobić zaległości i porządnie przygotować się do matury. Wierzę im. Mam nadzieję, że wystarczy mi siły a przede wszystkim motywacji, bo są momenty, że zastanawiam się czy ten trud jest tego wart. Czy na pewno pchać się na tą rozszerzoną maturę z biologii i próbować dostać się na studia. Nie wiem czy nie byłoby lepiej iść do policealnej na dwa lata na technika farmacji. Chyba sama już nie wiem czego chcę, o co chcę walczyć.
Z drugiej strony, nie chcę stracić tego czasu, tej szansy i mieć do siebie po latach żal, że nie spróbowałam. Podobno w życiu łatwiej przełknąć żal związany z porażką niż z niewykorzystaną szansą. Spróbuję. Jeśli się nie uda, trudno. Świat się nie zawali, nie ja pierwsza i nie ostatnia. Szkoła policealna będzie moim wyjściem awaryjnym a nie celem. A po maturach? Krótki oddech i egzamin zawodowy.


Na forum biologa ktoś dał link to ciekawych filmów.
Naprawdę polecam.
Anatomia dla początkujących

Lekarz przeprowadza sekcję zwłok. Dzięki temu programowi możemy dowiedzieć się jak funkcjonuje ludzki organizm.

Ps. Odradzam film wrażliwym i jedzenie w trakcie. Ale zawsze można wyłączyć ;)

sobota, 25 sierpnia 2012

Cykle

Czasem sobie trzeba pewne rzeczy przemyśleć i pokierować się rozsądkiem a nie sercem i uczuciami. Dotyczy to również znajomości, zwłaszcza tych "toksycznych" dla nas. Ja potrafię wiele zrozumieć i wiele znieść, ale jeśli ktoś po raz kolejny przekracza granice, których nie powinien przekraczać to coś jest nie tak jak powinno być. Zwłaszcza, jeśli robi to rzekomy przyjaciel. Nie mam zamiaru wysłuchiwać po raz kolejny przeprosin za te same rzeczy, wiedząc, że sytuacja się powtórzy. Tworzy się swego rodzaju cykl. Wiadome jest, co będzie następnym etapem tylko nie wiadomo jaki odstęp czasu będzie. I pomimo tego, że tyle razy sobie obiecywałam, że to ostatni raz, że już więcej nie, to za każdym razem ulegałam, coś mnie ciągnęło. Wiedziałam, że będę cierpieć, że prędzej czy później sprawy potoczą się jak zazwyczaj. Rozmowa, nawiązanie do poprzedniej kłótni, przeprosiny, wyznania, że to prawdziwa przyjaźń, wymienianie zalet, zachwalanie, rozmowa i nagle... coś się dzieje i lecą wyzwiska, różne groźby, że to już koniec, że ostatni raz się widzimy, że nie chcemy się znać. Po czym następują ciche dni aż któreś nie wymięknie i się nie odezwie. A później cały cykl od nowa...
Ale nie tym razem. Pewne rzeczy w końcu udało mi się zrozumieć, pogodzić się z nimi. I pomimo tego, że tracę osobę, która mnie rozumiała, potrafiła mnie rozgryźć to myślę, że z perspektywy czasu stwierdzę, że to była dobra decyzja. Nie można pozwalać ciągle się tak krzywdzić i za razem ranić drugą osobę. Za bardzo boli, zbyt wiele kosztuje. Niejednokrotnie po rozmowie czułam się wyczerpana psychicznie, bezradna, bezsilna. Nie byłam i nie jestem w stanie pomóc. Aby pomoc była skuteczna to trzeba jeszcze chcieć tej pomocy. Jak miałam odbierać prośby o pomoc, jeśli za każdym razem gdy znalazłam jakieś rozwiązanie (chociażby tymczasowe) zostało one odtrącane bez konkretnego powodu. Argumentowanie jak dziecko: "nie, bo nie" ot, dla zasady. Jak mam pomóc jeśli nie widzę chęci poprawy?  Poza tym... zbyt wiele było rzeczy, które mi się nie podobały, nie potrafiłam ich zaakceptować, żyć z tą świadomością, że ktoś niszczy sobie życie po części na własne życzenie, a na pewno bardzo losowi w tym pomaga i jeszcze ma pretensje o to, że zwraca się na to uwagę.
Ile razy można popełniać te same błędy zarówno z jednej jak i z drugiej strony? Ja wiem, że przyjaciel powinien wiele wytrzymać i wytrzyma, ale każdy ma swoje granice. A jeśli zostają one przekroczone po raz kolejny... Ile można wysłuchać przykrych słów, wyzwisk? Ile można się bać? Jak długo można żyć w strachu czy podczas kolejnego ataku złości nie posunie się za daleko?
Ciężko zrezygnować ze znajomości z osobą, z którą łączy nas jakaś dziwna więź ale jeśli widzimy, że ta znajomość nie wpływa na nas dobrze a wręcz wpływa destrukcyjnie to należy coś z tym zrobić. Najlepiej całkowicie odciąć się od tej osoby, nie utrzymywać żadnego kontaktu, bo znów ta więź może być bardzo silna, a wtedy damy się wciągnąć w kolejny taki cykl. Nie jest to łatwe i przyjemne, ale trzeba wziąć pod uwagę co w przyszłości przyniesie więcej plusów.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Jeszcze wierzę...


Jeszcze wierzę, że będę żyć wiecznie
Jeszcze wierzę, że będę żyć tak
Żeby w duszy pozostać dzieckiem
Nie zmarnować żadnego dnia

Jeszcze wierzę, że zostanę sobą
Taką sobą, jak jestem dziś
Że nie zmienię sie nagle w kogoś
Kim nigdy nie chciałabym być

Jeszcze wierzę, że będę cię kochać
Po happy endzie nie skończy się film
I dojdę z tobą aż do niekońca
Do niekońca zwyczajnych dni
Jeszcze wierzę, że jednak zostanę
Bo fundament postawił się sam
Tu mam drogi już raz wydeptane
Tu mam wszystko, nie mam nic tam
Jeszcze wierzę, że świat się nie zmieni
Szybciej niż będę zmieniać się ja
W ślepym pędzie do nadprzestrzeni
Nie chcę zostać elementem tła

Nie zostanę elementem tła, nie

Idę spokojnie do słońca
A za mną zostaje tylko cień
Zobaczę, że świat nie ma końca, nie
Światło wyznacza mi drogę
Lecz świat jest dziwniejszy z dnia na dzień
Idę, choć kroki plączą się

Idę spokojnie do słońca
A za mną zostaje tylko cień
Zobaczę, że świat nie ma końca, nie

Jeszcze wierzę, że mogę być inna
Łamać światopoglądowy wyż
Racja tłumu zawsze jest płynna
W inną stronę niż inni chcę iść
Jeszcze wierzę, że dobrze wybieram

Że otwieram szeroko swe drzwi
Dla ludzi, z którymi nic nie uwiera
Którzy mają podobny film

piątek, 10 sierpnia 2012

Mała aleja róż...

Dżem

Mam,  no mam już tego dość
Po, co no po co mi to wszystko
Hotele, szpan, rywale a potem strach
Że runie, no runie to wszystko
I znowu zostanę sam
Nie wiem kogo słuchać, tylu doradców wokół siebie mam
Niektórzy mówią, że mnie kochają, lecz tak
Lecz tak naprawdę kochają szmal

Któregoś dnia rzucę to wszystko
I wyjdę rano niby po chleb
Wtedy na pewno poczuję się lepiej
Zostawię za sobą ten zafajdany świat
Napełnię olejem pustą głowę
I wrócę tam, na aleję pełną róż

Czasem płaczę, bo chce mi się płakać
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło
Czasem płaczę, bo chce mi się płakać
Wtedy czuję, że uchodzi ze mnie zło

wtorek, 7 sierpnia 2012

Naiwność

Na drugie mam naiwność...
Ileż jeszcze można wierzyć, że będzie dobrze, że tym razem się uda?
Jak długo można mieć nadzieję? Jak bardzo trzeba być naiwnym żeby pomimo tylu złamanych obietnic, tylu porażek i niepowodzeń nadal wierzyć, nadal ufać, że tym razem NA PEWNO się uda? Po każdym takim niepowodzeniu obiecuję sobie, że to ostatni raz, że ostatni raz zaufałam, uwierzyłam, pomogłam. A potem gdy pojawia się kolejna iskierka nadziei znowu daję się w to wciągnąć i znów przeżywam niepowodzenie, ocieram gorzkie łzy i znoszę te tryumfujące spojrzenia mówiące "a nie mówiłam? i było Ci to znowu potrzebne?" I pewnie znowu po wszystkim się pozbieram, słabsza lub silniejsza, ale wstanę z kolan.
Do tego ten sen...


Przygotowania leżą... FUCK!

środa, 1 sierpnia 2012

Gdzie oni są?

To chyba byłoby tyle w tym temacie...

Poza tym mam strasznego lenia, fazę na nicnierobienie i częściowo olewam również te rzeczy ważne, a może nawet najważniejsze. Źle mi z tym.

poniedziałek, 9 lipca 2012

To dopiero początek....

To dopiero początek, a ja czuję, że brakuje mi siły... Czuję się zmęczona zarówno fizycznie i psychicznie.
Z tym, że zmęczenie fizyczne dość szybko minie, natomiast to psychiczne już niekoniecznie.
Co będzie dalej? Jak długo jeszcze?

środa, 20 czerwca 2012

Czyjaś twarz, zapomniana twarz...

W naszym życiu pojawiają się ludzie i znikają. Odgrywają mniejszą lub większą rolę, świadomie lub nieświadomie wywierają jakiś wpływ na nasze życie...
'Raz na jakiś czas w naszym życiu pojawiają się ludzie, po których sprzątamy latami.'
To prawda... Sprzątamy, zbieramy się, wspominamy. Ludzie przychodzą i odchodzą...
Ile osób przewinęło się przez Twoje życie? Ile twarzy, imion, adresów już nie pamiętasz? Czy pamiętasz kiedy pierwszy raz się spotkaliście i kiedy rozeszły się wasze drogi? Czy jeszcze potraficie przystanąć na ulicy i porozmawiać ze sobą, albo chociaż rzucić szybie "cześć", czy mijacie się obojętnie jak obcy sobie ludzie? Z iloma osobami straciłeś kontakt i czasem o nich wspomnisz, zatęsknisz?
Jak myślisz, ile razy obiecywałeś po jakimś obozie "jasne, spotkamy się, kontakt się nie urwie..."? A potem co? Próbowaliście się umówić, ale tak jakoś wyszło, że wiecznie komuś termin nie pasował, potem kończyły się wakacje więc jeszcze mniej czasu... I uwierz mi, nie jest tak źle, jeśli jesteście znajomymi na nk, facebook'u, macie swój numer gg czy telefonu i czasem bezinteresownie napiszecie do siebie.
Skąd wiesz, że po latach nie spotkacie się przez przypadek i nie zaczniecie ze sobą rozmawiać?
Jaką masz pewność, że osoba, z którą nie rozmawiałeś od lat nie zna Cię lepiej od tej, z którą rozmawiasz codziennie i to nie tylko o tym, jaka jest pogoda...
Niektóre znajomości bywają bardzo burzliwe, intensywne. Chyba najgorsze jest to rozdarcie gdy nie wiesz, czy dziękować i cieszyć się z tego powodu, że poznałeś daną osobę, że kontakt się odnowił, czy przeklinać ten dzień latami. Gdy nie wiesz czy masz ochotę tę osobę przytulić czy zbesztać. Relacje międzyludzkie wcale nie są takie łatwe.
Ile takich osób masz w swoim życiu, że chciałbyś aby zniknęły, a razem z nimi wszystkie wspomnienia, a jednocześnie chciałbyś aby te osoby były przy Tobie?
Jest różnica gdy kontakt zostaje zerwany przez którąś z osób lub po prostu bez jakiegokolwiek powodu się  urywa, a między tym, gdy dana osoba po prostu znika z naszego życia. W tym pierwszym przypadku masz jeszcze świadomość, że możesz napisać, wpaść, bo prawdopodobnie wasze drogi rozeszły się w kłótni lub z innego powodu. W drugim przypadku nie ma już tej możliwości. Będzie się tęskniło, po pewnym czasie pewnie przestanie się zauważać brak tej osoby w naszym życiu, czasem się o niej pomyśli. Życie zacznie się układać, pojawią się nowi znajomi.
A co jeśli ta osoba po pewnym czasie się odezwie? Być może po latach... Czy wpuścisz ją znów do swojego życia? Czy powinieneś?

"Spotkasz ludzi których tak bardzo kochałeś,
choć lata nie widziałeś, nadal kochać nie przestałeś.
(...)
Jestem tego pewny,
w głębi duszy o tym wiem,
że gdzieś na szczycie góry,
wszyscy razem spotkamy się.
Mimo świata który,
kocha i rani nas dzień w dzień,
gdzieś na szczycie gór
wszyscy razem spotkamy się."

Może znów będziesz dziękować lub przeklinać, że ktoś wrócił do Twojego życia. Być może zadecydują o tym dwie sekundy...



Gdzie ta karetka?!

Czas akcji: wczesny, niedzielny wieczór
Miejsce akcji: przystanek autobusowy

Wysiadam z autobusu, razem ze mną kilka osób, kila osób stoi na przystanku... 
Na ziemi, obok rozkładu jazdy leży mężczyzna, ok. 60, z większością swojego dobytku obok siebie.
Początkowo przechodzę obok, myśląc "pijany, za chwilę wstanie, nie on pierwszy nie ostatni.". Idę w swoją stronę, ale coś nie daje mi spokoju, odwracam się - mężczyzna nadal leży, obok niego stoi młody chłopak. Wiedząc, jaka znieczulica społeczna panuje decyduję się podejść. Zauważam, że mężczyzna krwawi, ma rozcięte czoło (?). Jeszcze nie zdążyłam do końca zadać pytania, młody mnie uspokaja "spoko, dzwoniliśmy, karetka już jedzie." Pytam czy jest pijany, chłopak ze śmiechem odpowiada "I to jak! Ale nieważne, czy pijany czy nie - pomóc trzeba". W tym momencie zapaliła się we mnie iskierka nadziei, że może ludzie wcale nie są aż tacy źli... Postanowiłam zaczekać do przyjazdu sanitariuszy. W oczekiwaniu na karetkę próbowaliśmy uspokoić mężczyznę, że jego rzeczy nadal leżą obok niego, że nikt mu nic nie zabierze. W międzyczasie przez przystanek przewinęło się kilka osób, zatrzymali się, popatrzyli na mężczyznę, pokiwali głowami i spojrzeli na nas. W spojrzeniu masa pretensji, więc mówimy, że dzwoniliśmy na pogotowie, odchodzą. Jednak nic nie przebije faceta z psem. Zainteresował się, mówimy, że dzwoniliśmy jakieś 10 minut temu, czekamy. Na co on "i gdzie oni kurwa są?! Co oni sobie myślą? Facet zdążyłby się wykrwawić a ich nadal nie ma! Zadzwonię tam i zrobię z nimi porządek!" Staram się grzecznie wytłumaczyć, że nie ma sensu dzwonić po raz kolejny, że oni przyjęli zgłoszenie i musimy czekać. Myślałam, że poszczuje mnie tym dobermanem. "Jak kurwa czekać? Facet krwawi..." (wyjaśnienie: owszem, krwawił, jak to z rozciętego czoła, ale tak poza tym miał się całkiem dobrze. Oddychał, kontaktował, ba! nawet śpiewał.)
Udało nam się pozbyć poirytowanego faceta z psem. Odszedł oburzony "bo co oni sobie kurwa wyobrażają?!"
Karetka w końcu przyjechała, pozbierali go i pojechali z nim do szpitala.

Chwali się to, że ktoś zdecydował się pomóc, zareagować. Tylko ludzie muszą jeszcze zrozumieć, że fakt, iż stacja pogotowia (wyjazdowego) znajduje się max 500 metrów od miejsca zdarzenia, nie oznacza, że oni będą w ciągu minuty na miejscu. Przynajmniej nie w takim przypadku ;)
Tak, wiem, że czasem karetka nie zdąży na czas. Tylko zastanówmy się czy to rzeczywiście wina zespołu, który w naszym mniemaniu nic nie robi czy składają się na to inne czynniki. Jak chociażby fakt, że ktoś niepotrzebnie wydzwania i zajmuje linię, że są korki, że my źle poinformowaliśmy dyspozytora...
Dlatego proszę, nie przeklinajcie tylko dlatego, że musieliście czekać 10 - 15 minut na karetkę do takiego zgłoszenia jak opisane powyżej. Być może ktoś inny potrzebował jej bardziej.

czwartek, 14 czerwca 2012

Sen to zło, nie ma złudzeń...

Oczywiście jakby było mi mało różnych myśli i problemów za dnia. W nocy wcale nie jest lepiej. Sen nie przynosi ukojenia, ulgi. Nie potrafię zasnąć, a jeśli już mi się uda, to jest to sen niespokojny, co jakiś czas się budzę, często wystraszona, bo akurat coś mi się śniło...
Zmęczenie daje się we znaki. Chodzę potem taka nijaka, osowiała, rozdrażniona, jeszcze bardziej zmęczona. W ciągu dnia śpię więcej niż zwykle, ale i to nie pomaga.

Z przyczyn ode mnie niezależnych ;) nauka została chwilowo wstrzymana. Dlaczego?
- koniec roku szkolnego zbliża się wielkimi krokami, oczywiście nagle muszę napisać masę sprawdzianów, kartkówek i ogólnie poprawiać oceny, więc jedyne czego uczyłam się w tym czasie z biologii to grzyby aby zaliczyć bioanalitykę.
- Euro. Tak, dobrze widzicie, Euro. W końcu... mecz się sam nie obejrzy ;)
- sen
- po prostu lenistwo i zmęczenie.

Dżem - Lunatycy

poniedziałek, 4 czerwca 2012

"Ach, gdyby tylko nie ta kropla żalu, tak mała, a tak gorzka!" *

Powrót do szkoły...
Na polskim oddawała nam wypracowania z "Lalki", trzeba będzie przed maturą przejrzeć poprzednie arkusze i poczytać klucze, bo tak na dobrą sprawę to było kiepsko. Za realizację tematu dostałam 8/25 pkt i w sumie uratowała mnie jedynie pozostała część rzeczy punktowanych, tzn. styl, język, kompozycja itd. z tego miałam max.
I pomyśleć, że czytałam lekturę... Fakt, nie dokończyłam, ale problematykę utworu znałam i byłam przygotowana. Więc są dwie opcje: albo ludzie, którzy układają klucze do tematów na siłę próbują znaleźć wnioski (i moim zdaniem niektóre są bezsensowne i na dobą sprawę powtarzają się, tylko są napisane innymi słowami), albo to ja jestem taka głupia, że nie potrafię tych wniosków wypisać.
Eh.... Gdzieś swoje żale wyrzucić trzeba...


* cytat z "Lalki" Prusa.

czwartek, 31 maja 2012

Człowieku, co się z tobą dzieje?

Dzisiaj ostatni dzień praktyk.
Miesiąc w laboratorium na kopalni spędzony, nie było źle. Dobrze mi się tam pracowało, ludzie sympatyczni, praca nie męczyła aż tak bardzo. Praktyki zakończone oceną celującą ;)
Od poniedziałku znowu do szkoły, napisać masę sprawdzianów, kartkówek itd.

A dziś?
Spektrofotometrio, nadchodzę!

EDIT:
Analityczna znowu mnie pokonała, a przynajmniej teoria... Jedyna nadzieja w zadaniach...

wtorek, 29 maja 2012

Jestem tylko człowiekiem

Czasem wszystko mnie przytłacza, za dużo się wokół dzieje, za dużo myśli chodzi po głowie...
Mimo, że wiem, że niektórych rzeczy zmienić nie mogę, nie jestem w stanie, to nie potrafię się z tym pogodzić. Jest to moja osobista porażka. Ile razy już słyszałam "Nie zbawisz całego świata, musisz się z tym pogodzić."
Tylko oni nie potrafię zrozumieć, że ja nie potrafię się z tym pogodzić. Zbyt ważne to jest dla mnie.
Jak słyszę "Nie martw się, wszystko będzie dobrze, poukłada się" mam ochotę rozszarpać. Już teraz wiem, jakie to jest irytujące... Już wiem, że jeśli nie można pomóc, doradzić, wystarczy po prostu być. Pozwolić drugiej osobie na to, aby wypłakała się na naszym ramieniu, wykrzyczała wszystko, przytulić.

Nie jest źle, wczoraj motywacja i chęci były, dzisiaj chyba też są ;)
Wiedziałam,  że materiału do opanowania mam dużo, ale chyba dopiero  wczoraj dotarło to do mnie (fakt, jeszcze nie do końca, ale zawsze coś ;) )
Jedyne co mnie teraz irytuje i martwi to fakt, że nie potrafię się już uczyć jak kiedyś. Wczoraj czytałam o komórce. Struktura, podziały. Wydaje mi się, że wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale wiem też, że pewnie za tydzień, dwa, połowy z tego nie będę pamiętać. Przykre to jest, bo szkoda tego czasu, który nad tym spędziłam. Może to przez nerwy i stres, a może przez to, że nie do końca potrafię się skupić?
Macie jakiś pomysł co z tym zrobić?

poniedziałek, 28 maja 2012

Dobre złego początki...

Za rok matura.
Komuś tutaj marzą się studia na kierunku lekarskim bądź na farmacji…
Jak się nie pozbiera to studia pozostaną nadal w sferze marzeń.
Szczególnie trzeba się wziąć za biologię, bo ta leży i kwiczy ;) z chemią nie powinno być większego problemu (w końcu jestem w technikum na kierunku chemicznym).

III klasa…
Obecnie mam praktyki, w laboratorium na kopalni. Jeszcze tydzień…
Z jednej strony się cieszę, że już kończę, bo na wagę analityczną już nawet nie mogę spojrzeć.
„Odważ gram węgla i do pieca”… Jednak dobija mnie myśl, że po powrocie do szkoły zostaną w zasadzie 2 tygodnie na całą masę sprawdzianów, kartkówek i popraw…

Ruszam z biologią… W planach wakacyjnych mam przerobienie I klasy, czyli botaniki i zoologii (same przyjemności, które mnie ominęły z racji tego, że przerabiałam materiał w zakresie podstawowym). Z chemii dobrze byłoby zrobić organikę.

Ktoś mi powie, że wakacje i klasa maturalna to za mało na przygotowanie się do matury na poziomie rozszerzonym z biologii i chemii, i być może ma rację, ale nie jednemu się już udało. Dlaczego nie spróbować? Uważam, że wystarczy trochę silnej woli, odpowiednia motywacja i spokojnie można się przygotować i przyzwoicie napisać.
Przygotowania czas zacząć…